Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty

Igrzyska Śmierci- Suzanne Collins. Recenzja ksiązki

I niech los zawsze wam sprzyja.
Tytuł: Igrzyska Śmierci
Autor: Suzanne Collins
Seria: Igrzyska Śmierci #1
Liczba stron: 358

Na ruinach Ameryki Północnej powstało totalitarne państwo Panem. W samym środku znajduje się Kapitol, zamieszkany przez Hitlera  prezydenta Snowa w którym ludzie zajmują się tylko operacjami plastycznymi. Jest on otoczony przez dwanaście dystryktów. Co roku każdy dystrykt w daninie składa dziewczynę i chłopaka do udziału w Głodowych Igrzyskach. Jest to krwawe reality show, które polega na próbie przetrwania i wzajemnym zabijaniu się. Wygrywa ten, który zabić się nie da.

Katniss Everdeen mieszka w najbardziej poniżanym i najbiedniejszym dystrykcie- dwunastce. Ma bezrobotną matkę, kochającą siostrę Prim oraz przyjaciela Gale'a, z którym poluje, by utrzymać rodzinę. Kiedy na dożynkach jej siostra zostaje wylosowana do udziału w Igrzyskach, ona dobrowolnie zastępuje jej miejsce.

Za ową trylogię zabrałam się dość późno. Zawsze mnie coś od niej odciągało: czasem okładki, czasem zarys fabuły (obawiałam się horroru), a czasem cena. Jednak przyszedł taki moment, kiedy postanowiłam wziąć się w garść i ją przeczytać. Czy było warto? Sprawdźcie sami.

Jak się okazało po bliższym poznaniu- fabuła jest fenomenalna, to samo mogę powiedzieć o wykonaniu. Autorka nie przeplata ze sobą kilkunastu wątków tylko kurczowo trzyma się może trzech. To jeden z większych plusów tej powieści- Collins jest bardzo konkretna.

Styl, jakim zostały napisane Igrzyska Śmierci nie jest lekki. Wręcz przeciwnie; co wyszło raczej na dobre. Mimo wszystko Collins operuje dość bogatym słownictwem, co zasługuje na pochwałę. Akcja pędzi niczym rollercoaster. Poznajemy rodzinę Katniss, później Prim zostaje wylosowana, a siostra ją zastępuje, wsiada w pociąg, znajduje się w ośrodku szkoleniowym i nareszcie zaczynają się Igrzyska. Organizatorzy wpadają na chore pomysły, a za uczestnikami czai się zło.

Wątek romantyczny jest tylko tłem. I dobrze, że autorka nie wysunęła go na sam przód, gdyż wtedy powieść stałaby się mdła. Mamy oczywiście tradycyjny trójkąt, który o dziwo nie denerwuje, lecz ciekawi (w przeciwieństwie do trójkąta w Wodospadach Cienia i powieściach tym podobnych).

Autorka wykreowała bohaterów z krwi i kości. Możemy ich lubić (Katniss, Peeta) bądź nienawidzić (prezydent Snow).

Jedyną wadą jest przewidywalność. Od pierwszych rozdziałów wiedziałam, jak ta historia się skończy.

Reasumując: Suzanne Collins napisała powieść o okrucieństwie, które na nas cały czas czyha. Pokazuje jak obojętni potrafią być pławiący się w luksusie ludzie, podczas gdy inni umierają. Autorka pokazuje jakie naprawdę są media, z których korzystamy na co dzień. Jest to też jedna z najbardziej prawdopodobnych dystopii, mówi do czego zmierza świat. No do zagłady.

Moja ocena:
8/10
Czytaj dalej...

"Harry Potter i Czara Ognia" - JK Rowling. Recenzja książki.

"(...) będziemy na tyle silni, na ile  będziemy zjednoczeni, i na tyle słabi, na ile będziemy podzieleni."
s. 748
Tytuł: Harry Potter i Czara Ognia
Autor: JK Rowling
Ilość stron: 759
Seria: Harry Potter
Wydawnictwo: Media Rodzina

Istnieją takie osoby, które powierzchownie udają, że wszystkich lubią. Że są miłe. Że wiedzą czym jest przyjaźń. A wszyscy pozostali... No cóż. Działali, bądź nadal działają pod zaklęciem Imperio. Żyją w zakłamaniu nie znając drugiej twarzy swojego Śmierciożercy  fałszywego przyjaciela. Ja? Nigdy nie miałam do czynienia z takimi osobami. Ale wiem o co im chodzi - chciałyby dojść do władzy i pokierować umysłami poddanych. Smutne, ale prawdziwe. Zło czai się wszędzie, o czym świadczy mówienie, że trafiła mnie Sectumsempra, podczas gdy po prostu wylałam na rękę tusz do drukarki.

Opis z tyłu okładki (Rowena Ravenclaw się w grobie przewraca, nie umiem wymyślić nic kreatywnego i zgodnego z treścią książki):

W tym roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart rozegra się Turniej Trójmagiczny, na który przybędą uczniowie z Bułgarii i Francji. Zgodnie z prastarymi regułami w turnieju uczestniczyć ma trzech uczniów - reprezentantów każdej ze szkół, wybranych przez Czarę Ognia. Dziwnym zbiegiem okoliczności wybranych zostaje czterech.
Co z tego wynika dla Harry`ego, jego przyjaciół i całego świata czarodziejów, dowiecie się z lektury czwartego tomu Harry'ego Pottera.


Nie wiem od czego zacząć. Język jakim się posługuje autorka potrafi zahipnotyzować. Nawet nie zauważyłam kiedy książka SAMA SIĘ SKOŃCZYŁA. Dlaczego niesamowite powieści tak szybko się kończą? W dodatku ja wiedziałam co się stanie, ale nie odebrało mi to przyjemności czytania.

Podobał mi się pomysł Turnieju Trójmagicznego. Wszystkie trzy zadania są takie przemyślane i wyraziste. Intryga udziału Harry'ego w Turnieju i rozwiązanie zagadki - jak dla mnie majstersztyk. Dowiadujemy się o dwóch szkołach magicznych, które owiane są tajemnicą. Mam nadzieję, że w następnych tomach autorka przynajmniej napisze kilka słów na temat Beauxbatons i Durmstrangu (RIP pisownia). 
Znów mamy nowego nauczyciela Obrony przed czarną magią - byłego aurora, który od początku wydawał mi się podejrzany. SPOJLER! Bo kto normalny rzuca na uczniów zaklęcie Imperio? KONIEC SPOJLERÓW.

Klimat jest naprawdę mroczny, tajemniczy. Groza towarzyszyła mi przez większość czasu spędzonego nad książką. Jak już wspomniałam - towarzyszyła mi masa emocji. Od strachu aż po łzy. Rowling naprawdę potrafi "grać" na uczuciach czytelnika; bardziej w znaczeniu pozytywnym. A powiem szczerze - ostatnio takie uczucia pojawiły się podczas czytania "Delirium". (Dlaczego ja się musiałam zakochać w trzech facetach ;-;)

Mamy przedstawioną też kwestię dojrzewania - wiecznie jęczący Ron, burze hormonów, zakochanie, przyjaźń wystawiona na próbę i w końcu... bal Bożonarodzeniowy (nawiasem - najśmieszniejsze momenty w książce). Przez to (mówię o dziewczynach) możemy poznać psychikę płci przeciwnej, bo dla chłopaków chodzenie stadami nie jest normalne. 

Postacie też są całkiem spoko. Hermiona już nie uczy się 24h/7, poza tym stałą się bardziej uparta. Ron, mimo że uważam go za swoje alter ego narzeka, że jest w cieniu Harry'ego i nie raczy zrobić nic, by z niego wyjść. Sam Harry cały czas był zdeterminowany i odważny. Edward Cullen Cedrik wydawał mi się taki... pusty. Ale tylko na początku, później zdążyłam go polubić. Fleur... ona jednak miała specyficzny charakter. Natomiast Krum był mi obojętny. I jeszcze jedna z ważniejszych postaci "Czary Ognia" - Rita Skeeter. Myślę, żę Rowling chciała pokazać swój stosunek do mediów. Przez nią rzucałam książką o ścianę, lecz trzeba przyznać - gdyby nie ona nie byłoby tak ciekawie. 

Jak dotychczas właśnie ta część zachwyciła mnie najbardziej i wywołała najbardziej skrajnie emocje. W pewien sposób znarkotyzowała mnie do takiego stopnia, że poza Hogwartem nie istniał dla mnie żaden inny świat. 

Moja ocena:

10/10

Ta książka bierze udział w wyzwaniach:

(5cm)
Czytaj dalej...

Pandemonium- Lauren Oliver. Recenzja książki.

[kochaj, poczuj, walcz]
zdjęcie pochodzi z mojego instagrama.

Tytuł: Pandemonium
Autor: Lauren Oliver
Liczba stron: 376
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive

Życie w kłamstwie. Doświadczyliście czegoś takiego? Przez kilka lat wpajano wam błędne informacje, a później na jaw wyszła brutalna prawda? Ja tego nie doświadczyłam. Ale w ilu książkach społeczeństwo żyje w błędzie? Właśnie. Trylogia "Delirium" nie jest w tym przypadku wyjątkiem. 

Recenzja może zawierać spojlery z części pierwszej!

Lena z Aleksem uciekali do Głuszy, lecz chłopak został postrzelony i tylko dziewczyna przedostała się na drugą stronę muru. Próbując poukładać sobie życie dołączyła do ruchu oporu i pod przykrywką działa przeciwko AWD (Ameryka Wolna od Delirii). Prawdziwy dramat rozpocznie się, gdy dziewczyna zostanie porwana i zamknięta w celi ze swoim największym wrogiem...

Rozdziały zostały podzielone na WTEDY i TERAZ. We WTEDY mamy przedstawione przystosowania Leny do życia w Głuszy, natomiast w rozdziałach zatytułowanych TERAZ autorka opisuje zmagania Odmieńców przeciwko AWD. Moim zdaniem ten podział jest wiele ciekawszy niż wydarzenia uporządkowane chronologicznie. Powieść jast barwniejsza, a akcja bardziej dynamiczna.

"Bo nigdy tak naprawdę nie będziemy w stanie zrozumieć drugiego człowieka. Możemy jedynie próbować, szukając po omacku drogi przez tunele, starając się oświetlić je pochodnią."
s. 276 

Charakter Leny diametralnie uległ zmianie. W pierwszym tomie została nam przedstawiona jako nieśmiała, skryta i płochliwa dziewczyna, która wbrew własnej woli łamie zasady i zakochuje się. Jednakże w "Pandemonium" stała się odważną i przebiegłą wojowniczką, walczącą o swoje prawa do miłości. I choć przez całą lekturę Lena tęskni za Aleksem a zarazem nie wie co czuć do Juliana (tak ma na imię współwięzień)

Styl autorki też uległ zmianie, co widać już od pierwszych stron. Jest lekki, a zarazem obfity w cytaty, które pozwalają się zastanowić nad życiem; nad sensem istnienia i tego, jak ważna jest miłość. Mamy znacznie mniej opisów, a więcej samej akcji. Lauren Oliver idealnie poradziła sobie z urzeczywistnieniem nowych postaci; sprawiła, że nieraz miałam ochotą dźgnąć bezwzględnego Thomasa Finemana, i zapłakać nad losem jego syna, który żył w błędzie. Chociaż niestety - niektórzy bohaterowie zostali przedstawieni czytelnikowi tylko powierzchownie, nie odegrali w powieści większego udziału. Większych minusów w książce nie dostrzegłam, każdy wątek jest rozwinięty i intrygujący. Całość bardzo zaskakuje, powieść jest pełna niespodziewanych zwrotów akcji.

Okładka przypomina fotomontaż wielu zdjęć, które tworzą jedno. Na pierwszym planie mamy wystawioną twarz dziewczyny, o niebieskich oczach i tajemniczym spojrzeniu. Tuż przy jej twarzy znajduje się czerwony kwiat, z którego płatków wylewa się coś czerwonego, bardzo nieokreślonego, lecz prawdopodobnie jest to krew. Są jeszcze pomarańczowe światła. W tle znajdują się wysokie, mroczne budynki spowite blaskiem światła oraz dwa fioletowe ptaki, w czym jeden z nich przysiadł NA CZYMŚ. Naprawdę bardzo, bardzo nieokreślonym, bo jak można siąść na niebie? Jednak okładka ma w sobie coś co przyciąga. Mi podoba się bardziej niż poprzedniczka.

Reasumując, "Pandemonium" to lepsza kontynuacja "Delirium". Niesamowicie wciąga, pochłonęłam to w kilka godzin nie wybaczając autorce tylko jednego: mianowicie zakończenia, będącego torturą. Jak ona mogła? No jak?
Moja ocena: 10/10
Czytaj dalej...

Harry Potter i Więzień Azkabanu- J.K Rowling. Recenzja książki.

Ta długość recenzjii... zniewalająca (sarkazm)
Autor: J.K Rowling
Tytuł: Harry Potter i Więzień Azkabanu
Seria: Harry Potter
Liczna stron: 450
Wydawnictwo: Media Rodzina

Chyba nigdy nie byłam na bieżąco z trendami: nieważne czy to był ubiór, muzyka, czy też książki. Zawsze trzymałam się na uboczu i nie wiedziałam czym ludzie się aktualnie zachwycają. Jakoś nigdy nie rozumiałam zachwytu nad "Harrym Potter'em". Uważałam, że ludzi, którzy czytają/oglądają są nienormalni. Aż któregoś dnia zaczęłam wypożyczać filmy. Czym tu się chwalić? Nieuwagą podczas seansu? Chyba mnie to nie zainteresowało. Serio? Kupiłaś sobie książkę, Lena.
Trzy miesiące temu coś mnie tknęło i sięgnęłam po pierwszą część. Wciągnęła mnie tak, że w jakimś transie zamawiałam kolejne tomy. Żeby zrozumieć fenomen tej serii, trzeba ją przeczytać.

"Lepiej umrzeć, niż zdradzić swoich przyjaciół" 
Harry ucieka od Dursleyów i resztę wakacji spędza w Dziurawym Kotle. Spotyka tam Ministra Magii, Korneliusza Knota, który wydaje mu się podejrzanie miły. Jak się później okazuje: wszystko ma związek z Syriuszem Blackiem, który ma złe zamiary wobec Harry'ego. Jest on tytułowym zbiegiem z Azkabanu, pilnie strzeżonego więzienia dla czarodziejów.
Pojawia się nowy nauczyciel obrony przed czarną magią, i mimo, że uczniowie pałają do niego sympatią - wywołuje w nich niepokój. W dodatku na lekcjach wróżbiarstwa przepowiadana Harry'emu jest śmierć...

Trzeci tom staje się dojrzalszy i bardziej mroczny; nie tylko ze względu na mordercę. Odkrywamy w nim wiele tajemnic z przeszłości, Potter dowiaduje się znacznie więcej o swoim pochodzeniu. 

W tej części bardziej polubiłam Rona, głównie ze względu na jego poczucie humoru. Niewątpliwie jest jedną z najlepszych postaci cyklu.

"Pani Trelawney przeszła obok nich, szeleszcząc jedwabiami.

- Czy ktoś by chciał, żebym pomogła mu zinterpretować mgliste kształty wewnątrz kuli? - zapytała, podzwaniając bransoletami.

- Ja nie potrzebuję żadnej pomocy - szepnął Ron. - Przecież to jasne. Wieczorem będzie bardzo mglisto.

Harry i Hermiona wybuchnęli śmiechem."

Hermiona mnie czasem irytowała. Na lekcjach była sztywna, zamęczała się wręcz śmiertelnie, a jej życie składało się głównie z nauki. Poczułam do nie sympatię, kiedy przestała się zachowywać tak spokojnie i po prostu wyrzuciła na luz. Kiedy łamała regulamin szkoły i nie martwiła się konsekwencjami.

Potter jest przez niektórych (ściślej: przez tych, którzy uważają, że czyha na niego niebezpieczeństwo) traktowany jak osoba nietykalna. Jednak on tym się nie przejmuje i nadal wymyka się ze swojego dormitorium w nocy i nagina kolejne punkty regulaminu. Cenię w nim właśnie tą cechę: niezależność. 

"Konsekwencje naszych działań są zawsze tak złożone, tak różnorodne, czasem wręcz sprzeczne [...]."

Sam styl autorki jest lekki, przyjemny i płynny, dzięki czemu nie ma miejsca na nudne momenty; niemal cały czas coś się dzieje. Autorka potrafi dobrze zbudować napięcie i trzymać czytelnika w niepewności do samego końca. 

Okładka idealnie oddaje klimat książki. Przedstawia wysoką wieżę, na samotnej wyspie jaką jest budzący grozę Azkaban. W tle mamy szare, zachmurzone niebo oraz jasny, prześwitujący księżyc.Wszystko natomiast zostało utrzymane w szaro- fioletowo- czarnych barwach. Tytuł jest napisany złoto- białą czcionką, co wyróżnia się spośród szarości. Istny ideał.

Podsumuwując: ta część jest niesamowita. Emocjonująca. Wciągająca. Intrygująca. I mogłabym znaleźć więcej przymiotników, ale mi się nie chce.  Główny bohater rozpoczyna poważne życie, mimo że jego remedium; ucieczką od rzeczywistości jest nadal Quidditch.

Moja ocena: 9/10

książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytaj dalej...

Zostań, jeśli kochasz- Gayle Forman. Recenzja książki


Autor: Gayle Forman
Tytuł: Zostań, jeśli kochasz
Liczba stron: 248
Seria: Jeśli zostanę
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Wyobraź sobie, że masz kochających rodziców, brata, oddaną przyjaciółkę, nieziemskiego chłopaka i oryginalne zainteresowanie, życie jest po prostu piękne. I nagle pewne ostrze wszystko przecina. Tracisz najbliższą rodzinę. Trafiasz SAMA do szpitala. W stanie dziwnego, można powiedzieć, że wręcz niewiarygodnego zawieszenia pomiędzy życiem i śmiercią. Wybór należy do Ciebie. Wolisz żyć dalej czy zamknąć oczy i odpoczywać w spokoju? Decyzja należy do Mii, głównej bohaterki naszej ksiązki, której w sali szpitalnej towarzyszą jedynie wspomnienia z przeszłości.
"Czasem człowiek dokonuje w życiu wyboru, a czasem to wybór stwarza człowieka."
Temat jest niewątpliwie ciężki: śpiączka i dziewczyna w niej pogrążona. Jest to stan przerażający, lecz ciekawy.  Dlatego poszukuję autorów, którzy w swoich książkach ubiorą w słowa sen żywego trupa (sensowne, wiem).

Nie wiem od czego zacząć. Może od... fabuły?
Okay, fabuła składa się z dwóch rzeczy: błąkanie się Mii po korytarzach szpitalnych oraz kilometrowe (nie wyolbrzymiam) retrospekcje narratorki. TYLE. Tekst urozmaicony został o pseudofilozoficzne tekściki. Co Autorka chciała osiągnąć? Miała zamiar został Paulo Coelho w spódnicy? W takim razie efekt jest opłakany. Odniosłam wrażenie, iż Forman miała na celu do opowiedzenia czytelnikowi historię związku szarej myszki i wokalisty lokalnego punkowego zespołu. Nic nadzwyczajnego. Love story jakich na rynku czytelniczym pojawiło się tysiące, o ile nie miliony. Powiela wszystkie możliwe schematy, podczas gdy autorka miała przed sobą wachlarz możliwości, który olała brzydko mówiąc.
W dodatku Mia zachowuje się tak, jakby strata bliskich była czymś zwyczajnym. Rozpacza nad losem Adama, swojego kochasia, który zrezygnował z supportowania sławnego zespołu rockowego. 

Powieść powiela więcej schematów, niż na to wygląda. Ze względu na to, iż Mia jest główną bohaterką a zarazem narratorką, powinna być osobą najciekawszą, podczas gdy ja z książki pamiętam ją jako reinkarnację Belli ze "Zmierzchu". Pusta, głupia, irytująca i nie mogła pojąć, dlaczego Adam wybrał akurat ją. Powiem szczerze, iż on był lepiej naszkicowany niż dziewczyna, choć w sobie nie miał nic nadzwyczajnego, żadnego pazura. Jego jedynym zadaniem jest całowanie Mii i chyba nic poza tym. Jedyną osobą, jaka zasłużyła na moją sympatię jest Kim, przyjaciółka narratorki, która umiała wyrazić emocje, w przeciwieństwie do tamtej. Co prawda też nie była rozbudowana, lecz miała jakiś charakter.

W tle mamy zarysowane sylwetki rodziców Mii, jej brata, dziadków, niby sympatycznej pielęgniarki oraz znajomych Adama. Są ledwo widoczni, autorka nie poświęciła im czasu w ogóle. Nie oszukujmy się - większość pojawiła się kilka razy wygłaszając między sobą bezsensowne dialogi.
Autorka nie pozwoliła im rozwinąć skrzydeł, nie ukazała nam prawdziwego "ja" bohaterów drugoplanowych.

Forman nie posługuje się żadnym odkrywczym słownictwem, a jej styl jest BARDZO prosty. A gdybym jej tak pod choinkę kupiła słownik? Aby przyćmić wady tekstu postanowiła umieścić trochę nazw starych kapel. No cóż, fance punka i gothic metalu wspominanie legend nie przypadło do gustu. Jak wcześniej wspomniałam - powiastka składa się głównie z retrospekcji. Rozumiem: Mia mogłą powspominać swoje przeżycia, ale Baby Biebera wywołało we mnie więcej emocji, niż wydłużające się wspomnienia. Jedynie podobały mi się sceny, w których Adam strzelał focha, bądź kiedy Mia przyglądała się swemu nieprzytomnemu ciału. Całą powieść zmieściłaby się w sześćdziesięciu stronach.

Okładka. A raczej plakat filmowy. Przypomina mi układankę z odwróconymi puzzlami. Mniej więcej na środku widzimy napis "Żyj dla miłości" (Borze, płaczę) a pod spodem umieszczony został kadr rodziców dziewczyny, którzy powierzchownie wydają się być sympatycznymi osobami. Mamy też zdjęcie wypadku (po co te spojlery?), rękę Mii grającej na wiolonczeli, dwie sceny ze szpitala i obraz Adama z główną bohaterką. I mimo, iż nie lubię plakatów filmowych na okładkach, ten jest oryginalny, co niewątpliwie jest największym plusem książki. Na samym dole znajduje się imię i nazwisko autorki oraz tytuł.

Myślałam, że "Zostań, jeśli kochasz" wstrząśnie mną do głębi, sprawi, iż zastanowię się nad sensem życia i w końcu się wzruszę. Otrzymałam love story, na którym srodze się zawiodłam. Ciekawe, co spowodowało że sięgnęłam, po gorszą, drugą cześć?

Moja ocena: 2/10
Czytaj dalej...

Urodzona o północy - C.C Hunter

Oni żyją wśród nas...
Autor: CC Hunter
Tytuł: Urodzona o północy
Cykl: Wodospady Cienia cz. 1
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Feeria

Życie szesnastoletniej Kylie Galen nie jest proste. Wręcz przeciwnie. Jej rodzice się rozwodzą, rzuca ją chłopak, umiera jej babcia, a ją nawiedza duch tajemniczego żołnierza, którego nie widzi nikt poza nią. Wystarczyła tylko jedna nieodpowiednia impreza, na której gości także policja, a matka wysyła ją na obóz "dla trudnej młodzieży". To tam dowie się prawdy o sobie...

Nie jest to powieść nowatorska i unikatowa. Na rynku aż roi się od książek gatunku paranormal romance. I głównie są to książki amerykańskie bądź angielskie. Choć od niedawna także polscy autorzy biorą się za pisanie takich powieści, które stają się plagiatem, kopią w czystej postaci.
Na pozór wszystkie te tematy: trójkąt miłosny, ukochane przyjaciółki, wredne dziewczyny, wysłanie nastolatka do elitarnej szkoły/ na obóz pojawiały się w młodzieżówkach już miliony razy. Ale jednak ta książka może coś wnieść do naszego życia.

Zacznę więc od plusów tej książki. Po pierwsze: okładka. Utrzymana w jednej tonacji, ma swój klimat i przyciąga. Zapewne jest to las znajdujący się w pobliżu Wodospadów Cienia. Przy jednym rozwidlonym drzewie stoi blond-włosa dziewczyna ubrana w krótka, czarną sukienkę. Jasne, ona odtwarza naszą główną bohaterkę.  Wspomniałam już, że różowa czcionka świetnie sprawdziła się na fioletowym tle?

Styl autorki nie należy do najbarwniejszych, jest prosty i lekki, dzięki czemu szybko i przyjemnie czyta się tę powieść. Cieszę się z wyboru pisania w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Mogę się założyć, iż gdyby to Kylie była narratorką, powieść zostałaby przesycona użalaniem się nad sobą i dylematami, które nie dotyczyły niczego innego poza chłopakami. Niestety "Urodzona o północy" nie stroni od metafor, a także zdarzają się powtórzenia. Czy naprawdę czyjegoś imienia nie da się zastąpić jego płcią?

Bohaterowie. Kylie okazała się sympatyczną osobą, ale dlaczego wszystkie możliwe nieszczęścia spoczęły na niej?! Nie okazała się być zbuntowaną, irytującą na każdym kroku nastolatką, lecz osobą pomocną, znośną, otwartą na nowe znajomości. Nie została pozbawiona wad na szczęście. Bywała też bardzo niecierpliwa, szczególnie podczas rozmów z komendantką obozu, Holiday, które dotyczyły jej, jak dotąd nieznanej rasy. Natomiast taka Miranda chyba została spłycona do granic możliwości, ot zwykłą nastolatka o kolorowych włosach. Myśli tylko o chłopakach. Boże, czy istnieją bardziej przeciętne charakterem osoby? Natomiast niektórym brakowało czegoś szczególnego. Ale podsumowując - autorka całkiem nieźle poradziła sobie z wykreowaniem postaci. 

A teraz przejdźmy do fabuły. Jak wcześniej wspomniałam, większość motywów została już wcześniej wykorzystana. Kylie jest rozdarta uczuciowo pomiędzy dwoma chłopakami, przystojnym znanym z dzieciństwa wilkołakiem, Lucasem i półelfem Derekiem. Jednak ten trójkąt autorka prowadzi bardzo umiejętnie i ciekawie, można poczuć chemię, jaka zrodziła się między dziewczyną i tymi dwoma chłopakami. Jeszcze jest sprawa istot nadnaturalnych. O nich też już wydano chyba stosy książek, lecz nie upatrzyłam jeszcze żadnej w tym oto typie. Kylie widzi duchy. W przeciwieństwie do reszty bohaterów nie umie rozczytać wzoru umysłu, po którym można wywnioskować, czy osoba jest człowiekiem, czy istotą nadnaturalną. Spodobało mi się przedstawienie ras w tej książce. Mimo wszystko tym najciekawszym i najbardziej powikłanym wątkiem są duchy, ukazujące się głównej bohaterce. Autorka sprawiła, że za wszelką cenę musimy się dowiedzieć kim są tajemnicze duchy, a wszystko jest owiane tajemnicą...

Podsumowując, "Urodzona o północy" opowiada o wkraczaniu w dorosłe, życie, odkrywaniu prawdy o samym sobie, a także przyzwyczaja nas do bolesnych zmian, jakie mogą zajść w każdej chwili naszego życia.
Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej...
Blog nieaktywny © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka